Czas nie pozwala mi na to, aby opisać i skomentować wszystkie filmy jakie udało mi się ostatnio obejrzeć, a nie chciałabym też ich pomijać. W związku z tym przygotowałam krótkie podsumowania na ich temat. Mam nadzieje, że mimo iż nieobszerne, to pomocne w decyzji czy warto po nie sięgnąć.
1. Strasznie głośno, niesamowicie blisko
Na początku trochę nie dowierzałam, że ktoś mógł tak zatytułować swoje dzieło, jednak po obejrzeniu, muszę stwierdzić, że idealnie oddaje on stan w jakim znajduje się główny bohater. A jest on... co tu dużo mówić, uroczy. W filmie jest ukazany ten rodzaj przygody, poszukiwania prawdy i ciekawości świata, który każdy będąc dzieckiem chciał odnaleźć. Jest to piękna historia błogiej naiwności dogonienia marzeń, i to nie tylko dziecięcych. Uważam film za jedyny i niepowtarzalny, jak osoby, które spotykał dziewiętnastoletni Oscar.
Ocena: 8/10
2. Przypadek 39
Jest to typ współczesnego horroru, który lubię. Pomijając sceny straszne, których nie było zbyt wiele, oraz pomijając fakt, że niektóre wątki były naprawdę naciągane i wymuszone, to muszę stwierdzić, że miło oglądało się Renee Zellweger i idealnie dopasowaną do roli, jej młodszą podopieczną. A lubię dlatego, że twórca nie skupia się na rozlewanej krwi na ścianach, czy odcinaniu głów, tylko na psychologicznym strachu. Pozycja ta jest pozytywnym zaskoczeniem, choć co prawda, nadal to tylko lekki horror z niewiarygodną historią.
Ocena: 7/10
3. Nietykalni
Dla mnie ten film to arcydzieło, i jeśli takimi produkcjami będzie nas raczyła Francja, to stanie się ona dla mnie filmowym liderem. Wspomnienia mam takie: kino pękało w szwach, a ludzie co jakiś czas pękali ze śmiechu, a ja razem z nimi. Humor w filmie jest niby tak oczywisty, w ogóle cała fabuła jest tak prosta i oczywista, że aż nie do wiary, że film tak wszystkich urzeka. A mnie się wydaje, że jest piękny, bo prawdziwy, bo mimo trudu z jakim zmaga się każdy, finansowym czy zdrowotnym, każdy odnajduje swoje pasje i goni swe pragnienia. Jedyne co nie do końca do mnie przemawia to tytuł. Próbowałam go rozumieć na wiele sposób, a i tak kojarzy mi się głównie z jakimiś tytanami z przyszłości.
Ocena: 10/10
4. Shutter - Widmo
Film z Tajlandii. Kolejny horror, (ostatnio oglądamy z chłopakiem wieczorami i już powoli kończą się nam ciekawe pozycje, więc może coś polecicie?) ale jakże inny od "Przypadku 39", tu widać krew, czerwone oczy, a strach jest zazwyczaj bardziej wszechobecny niż z amerykańskich odpowiednikach. Fabuła mnie tak do końca nie urzekła, wszystko skrojone było w sposób prosty, typowo azjatycki. Sprawa trochę nie trzyma się całości, początkowy wątek z wypadkiem, jak gdyby znika gdzieś na tle nowych wydarzeń. Jedyne co chciałabym wspomnieć to zakończenie i wyjaśnienie całej zagadki widma, bo jest ono według mnie naprawdę niebanalne.
Ocena: 6/10
5. Rytuał
Mocny film, mocna tematyka, a do tego trwający bite dwie godziny. Nie jestem jednoznacznie przekonana czy mi się podobał czy nie. Aktorzy, klimat i temat, wszystko to było, można by rzec, intrygujące i na oglądanie ciemną nocą idealne. Do tego dobra jakość gry i tajemniczość, które przeważnie towarzyszy opętaniom. Dzikie spojrzenia, szał - to robiło wrażenie, ale niestety film nie miał wartkiej akcji, ciągnął się, po czym przyspieszał, bym mogła skutecznie zgubić wątek i nie wiedzieć czemu coś się nagle wydarzyło.
Ocena: 7/10
PS: Dostałam darmowe wejściówki na Noc z Orange 11 maja, więc chętnie się na nią wybiorę i opiszę moje wrażenia, Was też zapraszam, by móc wymienić się doświadczeniami ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 8 maja 2012
poniedziałek, 12 marca 2012
Kobieta w czerni
Skusiłam się na ten film tylko dlatego, że mój chłopak gdzieś przypadkiem widział trailer i uznał, że jest to genialny film, bez którego jego życie nie będzie miało sensu. A, że miał być to horror, których już tak dawno nie oglądałam, a przepadam, nie stawiałam większych oporów. Ot zobaczymy sobie Pottera i nieco przestraszymy. Jakież było moje zdziwienie...
„Kobieta w czerni” to dzieło autora Eden Lake i dopiero co weszło ono do naszych kin. Oczywiście główną atrakcją i wabikiem miał być tutaj nikt inny jak Daniel Radcliffe, aktor jednej roli. Plakat i jego klimat bezbłędnie zdradza, że jest to horror. Co do tytułu, rzeczywiście, jest bardzo chwytliwy i marketingowo bezbłędny, ale dla mnie, nie oddaje sedna filmu, bo jest trochę za oczywisty i w sumie pasuje do całości, ale, przynajmniej mnie, nie powala.
Historia dzieje się w Anglii, parę dekad temu. Młody notariusz zostawia synka pod opieką niani, by wyruszyć do miasta, gdzie uporządkować ma sprawy związane z opuszczonym domem na Węgorzowych Moczarach. Okazuje się, że nie jest on tam mile widzianym gościem, z powodu pewnej legendy, która krąży wśród mieszkańców. Główny bohater postanawia zmierzyć się z ową klątwą, przez którą w opuszczonym domu dzieją się dziwne rzeczy, a w samej wiosce, na skutek różnych okoliczności, umierają dzieci. Chce on przezwyciężyć moc tej legendy, przez co w niebezpieczeństwie znajdzie się nawet jego syn, który ma przyjechać mu z wizytą. To czy mu się uda, pozostawiam w tajemnicy.
Materiał na horror jest naprawdę dobry. Klimat jest, stara wioska, gdzie zabobony odgrywają dużą rolę, piękny i wyjątkowo straszny dom. Prawie jak „ Jeźdźcu bez Głowy”. Więc co poszło nie tak? Już na samym początku irytujące jest to, że do końca nie wiadomo o co chodzi, jedzie gdzieś, to jego ostatnia szansa, ale w sumie po co? Historia ciągnie się niemiłosiernie, zero wartkiej akcji, ma się wrażenie, że każda kolejna sytuacja jest wymuszona. Co tu dużo mówić, jest po prostu nudno, nie wspominając już o jakimś strachu czy napięciu. Jest mrocznie, ale co z tego, skoro tło jest bardziej tematyczne niż bohaterzy i akcja. Teraz o Radcliffie. Szczerze, zawsze byłam obojętna co do jego gry, ale w tej produkcji miał ciągle zdziwioną minkę i zero innych reakcji na jego twarzy. Przecież w horrorze mamy utożsamiać się z bohaterem! A on w tym przypadku jest ewidentnie bez większych emocji. Tytułowa kobieta w czerni, to żadna przerażająca postać, gdyż nie widzimy jej dokładnie ani razu, więc co tu oceniać? Sam wątek z nią i jej zmarłym synem nie jest zły i na jego bazie można było by zrobić coś dobrego, ale nie, lepiej zrobić statyczny horror. Chcę jeszcze wspomnieć o zakończeniu, nie wyjaśnia do końca czemu dzieje się tak jak się dzieje. Taki zabieg stosuje się często, gdy chce się wyprodukować w późniejszym czasie kolejne części, a to już mnie rzeczywiście przeraża.
Film polecam jedynie oddanym fanom Daniela Radcliffa i horrorów, jedynie człowiekowi o takim połączeniu na coś przyda się ta projekcja. Niestety istnieje też ryzyko, że po obejrzeniu w obu kwestiach poglądy ulegną diametralnej zmianie. A ludziom, którzy zastanawiają się czy zapłacić pieniądze i iść na to do kina, jako na horror, którzy przerazi, zdecydowanie odradzam. Jest wiele lepszych pozycji i niech nie zwiedzie was znane nazwisko w roli głównego bohatera.
Moja ocena: 5/10
plakat: filmweb.pl
sobota, 4 grudnia 2010
Dziecko Rosemary

Film nakręcony przez znanego, polskiego reżysera Romana Polańskiego, który ukazał kunszt jego talentu. Mowa o filmie 'Dziecko Rosemary', którego premiera miała miejsce w roku 1968. Historia dotyczy młodego małżeństwa, które kupuje mieszkanie, a wraz z przeprowadzką zdobywa nowych, trochę zdziwaczałych, starszych znajomych. Tego czego dowiaduje się Rosemary, będąc w ciąży wykracza poza wszelkie normy zdrowego rozsądku. Stara się z tym walczyć, jednak miłość matczyna zwycięża.
Nie mam w zwyczaju przed seansem czytać o czym jest dana produkcja, bo lubię być zaskakiwana, szczególnie w pozytywnym sensie. I tak właśnie stało się z tym przypadku. Jest to moje pierwsze zetknięcie się z reżyserią p. Polańskiego, dlatego też zaczęłam od tak starych produkcji. I jestem mile zaintrygowana jego twórczością, a to dlatego, że spodziewałam się zwyczajnej opowieści owianej nutką tajemnicy, a dostałam czarownice we współczesności. Trwający przeszło dwie godziny film jest świetnie skonstruowany, całą akcja rozwija się powoli, ale na tyle szybko, aby nie zanudzić widza. Skupia się na wewnętrznym monologu bohaterów i pozwala ich lepiej poznać, przez co cała ta przygoda dotyka jeszcze bardziej. Do pewnego momentu, myślisz sobie, ot zwyczajny dreszczowiec, w którym zaraz coś się wydarzy. I wydarza się, ale przerasta to twoje najśmielsze oczekiwania, w grę wchodzi magia, tajniki pewnych rytuałów i sabaty. Wielką zasługą filmu jest to, że naprawdę jest nieprzewidywalny, a z pewnych rzeczy sprawę zdajesz sobie dopiero ku końcowi.
Ze względu na czas, w którym powstawał muzyka jest bardzo charakterystyczna, jest wyraźnym i zdecydowanym akcentem danych scen, co dodatkowo przyprawia o dreszcze.Ważnym motywem w filmie jest też tykający zegar, daje to wrażenie odrealnienia. Wbrew pozorom nie jest to film straszny, bardziej przerażający gdy mowa o złych mocach, o szatanie. Poziom aktorski filmu zasługuje na brawa, jednak chciałabym się skupić na Rosemary, graną przez Mię Farrow. Jej niewinność, spotęgowana dodatkowo noszonym przez nią rozkloszowanym sukienkami z kokardkami, kontrastuje z rolą jaką jej nadano, mianowicie matki szatana. Mimika aktorki przejawia jej strach, bezsilność, jednak nie jest to przerysowane, jak w większości horrorów. Jest to to horror z klasą, który wzbudza strach bez ukazywani scen dantejskich, a co więcej żadnych typowo przerażających scen, wszystko wywołuje atmosfera.
'Dziecko Rosemary'' nie na leży oglądać z założeniem, że będzie to horror, bo człowiek wychowany na obecnych Piłach i Ringach, mógłby się mocno rozczarować. Bo tutaj nie ma doraźnego środka strachu, tu same prawdopodobieństwa istnienia klanu czarownic, z którymi ma się doczynienia jest zatrważające. Polecam ludzm głodnym lepszego, niekoniecznie idealnego, kina, którzy mają czas i ochotę przenieść się podwójnie w czasie, początkowo do lat 70, po czym do średniowiecza. Sama film obejrzałam bardzo chętnie i mimo iż czarownice to nie mój ulubiony temat, to jest w tym coś pogańskiego, zakazanego co intryguje człowieka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





