Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 maja 2012

Relacja z "Nocy z Orange"


Jak wiecie, lub też nie, orange w multikinie organizuje środy za pół ceny, czy też inaczej,  dwa bilety w cenie jednego. Dzięki temu, dostałam darmowe bilety na nocny maraton filmowy, również pod patronatem owej sieci.
Jak było? Wstałam o 12 w południe, więc wnioskuję, że nie najgorzej.
Odwiedziłam z chłopakiem multikino w Sopocie, które jest doprawdy położone w genialnym punkcie tego miasta, przez co przez okno, w trakcie przerw, mogliśmy podziwiać gorączkę piątkowej nocy. W naszym kinie grano 8 filmów:
1.    Och Karol 2
2.    Sala Samobójców
3.    Jak zostać Królem
4.    Sztos 2
5.    Róża
6.    Rzeź
7.    Listy do M
8.    Sherlock Holmes 2
My po burzliwej dyskusji w domu zdecydowaliśmy się na Listy do M, Różę i  Jak zostać królem. (Pierwotnie ja bardzo chciałam zobaczyć Rzeź, on - Sherlocka Holmesa, cóż szkoła kompromisu ;))
Kupiliśmy sobie potwornie drogi popcorn i napój i dumnie ruszyliśmy na salony z pieczątką na nadgarstku. Zanim przejdę do filmów, powiem tak - atmosfera była bardzo przyjazna, nie było tłumów, ale i pustek. Był konkurs - losowanie, ale oczywiście nam się nie poszczęściło.
Wytrzymaliśmy tylko do 3.30, co równa się - obejrzane 2 filmy.

 Listy do M
Dawno, dawno temu, przed świętami, chodziły takie słuchy, że ten film, jak na polską komedię nie jest wcale taki zły, że nawet sympatyczny i do rzeczy. Trochę oscyluje w tematyce "To właśnie miłość". W mojej ocenie film stosunkowo zabawny, przyjemny i faktycznie, nie co mniej żenujący nic przeważnie to ma miejsce. Główni bohaterowie to Mikołajka i Prezenter radiowy, których łączy niespodziewane uczucie, jakie pozwalam zgadnąć. O ile Stuhr zawsze, niezależnie od roli budzi moją aprobatę, tak jego partnerka jest wyjątkowo działająca na nerwy, niby się jąka, niby jest zamotana, denerwowała mnie. Ale to nie jedyna para, która przeżywa w sposób niezwykły kolejną gwiazdkę, jest jeszcze psycholog, który, po nieudanej próbie samobójczej pragnie przeżywać święta na nowo z rodziną i koniec końców ląduje u obcych ludzi w lesie na wigilii oraz małżeństwo, w których rutynę wkrada się nie lada zamieszanie. Klimat w filmie jest, sceny są naprawdę urzekające, przeraża mnie jednak ilość reklam w produkcji. Trochę przesadzili. Karolak jest,  bo musi być zawsze, mam nawet nie odparte wrażenie, że on nie gra, wpada na plan i jest sobą. Najciekawszym wątkiem, był według mnie, a było w czym wybierać, wątek z Wojciechem Malajkatem, to przykre, że tę parę pominięto na plakacie, bo ich twarzyczki nie są na tyle znane i dobrze się sprzedające. To co nie docenione, a myślę, że powinno być głównym atutem filmu, to najmłodsza obsada. Cała trójka, dwóch chłopaków i dziewczyna byli fenomenalni i bez problemu pokonali Marcysię ze Złotopolic czy sztucznie odmłodzoną panią Zielińską.
Film polecam, jest przyjazny dla widza,pozwala poczuć klimat miłości, bo to tak naprawdę o nią przecież chodzi nie o święta. Nie jest ambitny, jest komercyjny, ale to przecież zasiadając do niego, wszyscy wiecie.

Róża
Tyle nagród, tyle pochwał, byłam pewna, że nie pożałuję. Nie spodziewałam się jednak takiej apokalipsy. Film niezmiernie trudno mi ocenić, bo żaden projekt dotąd nie wzbudził we mnie tylu emocji, tylu złych emocji do świata, konkretnych narodów i konkretnych ról w społeczeństwie. Oglądając go chciało mi się płakać, a w momencie jednego z zastrzyków chciałam po prostu wyjść, nie patrzeć, zapomnieć. Obraz jest realistyczny, przerażający. Kreuje dwa skrajne typy ludzi, bohaterów i cytując film "ludzkie ścierwa". Nie chcę się nad nim rozwodzić, był przykry, przykry do bólu, człowiek w czasach powojennych był traktowany jako kłopotliwy przedmiot na zdobytych ziemiach, jednak to nic w porównaniu do tego jak obchodzono się z kobietami, sposób w jaki wykorzystywano je seksualnie,  traktowano jako przedmiot dający chwilę rozkoszy. Najbardziej uderza mnie ich bezbronność, jestem pewna, że Róża jest tylko jedną z wielu kobiet, które przeżyły takie męczarnie. Masowe gwałty, wiecznie zachlane mordy, pozbawiony moralności uśmieszek, taki obraz naszego pseudo wyzwoliciela ukazuje film. Jedyne co godne podziwu to gra aktorska, Kulesza położyła mnie kolokwialnie na łopatki. Spokój na jej twarzy, gdy w duszy przelewa się strach i nienawiść, bezcenna. Dorociński zaś naprawdę dostał trafioną rolę dla niego, człowieka czynu, nie słowa, z kamienną twarzą.
Albo film trafił akurat w moje lęki, moje emocje, albo przekroczył granicę smaku i wytrzymałości widza. Nie mnie osądzać, jestem subiektywna. Może to sala kinowa, ciemność i głośność sprawiły, że tak głęboko odebrałam ten film, wiem jedno, lepiej wszystkiego nie wiedzieć. Świat pełen jest okrucieństwa, ale zadręczanie się nim, osobiście nic na nie da. Polecam ludziom o silnych nerwach, chcących ujrzeć przede wszystkim prawdę, no i dojrzałym psychicznie. Film jest arcydziełem, nie śmiem zaprzeczyć, porusza klimatem, grą aktorską i historią, jednak czy najgorsi tego świata nie próbowali stworzyć również swego rodzaju arcydzieła?

wtorek, 8 maja 2012

W wielkim skrócie...

Czas nie pozwala mi na to, aby opisać i skomentować wszystkie filmy jakie udało mi się ostatnio obejrzeć, a nie chciałabym też ich pomijać. W związku z tym przygotowałam krótkie podsumowania na ich temat. Mam nadzieje, że mimo iż nieobszerne, to pomocne w decyzji czy warto po nie sięgnąć.

1. Strasznie głośno, niesamowicie blisko

Na początku trochę nie dowierzałam, że ktoś mógł tak zatytułować swoje dzieło, jednak po obejrzeniu, muszę stwierdzić, że idealnie oddaje on stan w jakim znajduje się główny bohater. A jest on... co tu dużo mówić, uroczy. W filmie jest ukazany ten rodzaj przygody, poszukiwania prawdy i ciekawości świata, który każdy będąc dzieckiem chciał odnaleźć. Jest to piękna historia błogiej naiwności dogonienia marzeń, i to nie tylko dziecięcych. Uważam film za jedyny i niepowtarzalny, jak osoby, które spotykał dziewiętnastoletni Oscar.

Ocena: 8/10


2. Przypadek 39

 Jest to typ współczesnego horroru, który lubię. Pomijając sceny straszne, których nie było zbyt wiele, oraz pomijając fakt, że niektóre wątki były naprawdę naciągane i wymuszone, to muszę stwierdzić, że miło oglądało się Renee Zellweger i idealnie dopasowaną do roli, jej młodszą podopieczną. A lubię dlatego, że twórca nie skupia się na rozlewanej krwi na ścianach, czy odcinaniu głów, tylko na psychologicznym strachu. Pozycja ta jest pozytywnym zaskoczeniem, choć co prawda, nadal to tylko lekki horror z niewiarygodną historią.

Ocena: 7/10


3. Nietykalni

Dla mnie ten film to arcydzieło, i jeśli takimi produkcjami będzie nas raczyła Francja, to stanie się ona dla mnie filmowym liderem. Wspomnienia mam takie: kino pękało w szwach, a ludzie co jakiś czas pękali ze śmiechu, a ja razem z nimi. Humor w filmie jest niby tak oczywisty, w ogóle cała fabuła jest tak prosta i oczywista, że aż nie do wiary, że film tak wszystkich urzeka. A mnie się wydaje, że jest piękny, bo prawdziwy, bo mimo trudu z jakim zmaga się każdy, finansowym czy zdrowotnym, każdy odnajduje swoje pasje i goni swe pragnienia. Jedyne co nie do końca do mnie przemawia to tytuł. Próbowałam go rozumieć na wiele sposób, a i tak kojarzy mi się głównie z jakimiś tytanami z przyszłości.

Ocena: 10/10




4. Shutter - Widmo 

 Film z Tajlandii. Kolejny horror, (ostatnio oglądamy z chłopakiem wieczorami i już powoli kończą się nam ciekawe pozycje, więc może coś polecicie?) ale jakże inny od "Przypadku 39", tu widać krew, czerwone oczy, a strach jest zazwyczaj bardziej wszechobecny niż z amerykańskich odpowiednikach. Fabuła mnie tak do końca nie urzekła, wszystko skrojone było w sposób prosty, typowo azjatycki. Sprawa trochę nie trzyma się całości, początkowy wątek z wypadkiem, jak gdyby znika gdzieś na tle nowych wydarzeń. Jedyne co chciałabym wspomnieć to zakończenie i wyjaśnienie całej zagadki widma, bo jest ono według mnie naprawdę niebanalne.

Ocena: 6/10


5. Rytuał

 Mocny film, mocna tematyka, a do tego trwający bite dwie godziny. Nie jestem jednoznacznie przekonana czy mi się podobał czy nie. Aktorzy, klimat i temat, wszystko to było, można by rzec, intrygujące i na oglądanie ciemną nocą idealne. Do tego dobra jakość gry i tajemniczość, które przeważnie towarzyszy opętaniom. Dzikie spojrzenia, szał - to robiło wrażenie, ale niestety film nie miał wartkiej akcji, ciągnął się, po czym przyspieszał, bym mogła skutecznie zgubić wątek i nie wiedzieć czemu coś się nagle wydarzyło.

Ocena: 7/10




PS: Dostałam darmowe wejściówki na Noc z Orange 11 maja, więc chętnie się na nią wybiorę i opiszę moje wrażenia, Was też zapraszam, by móc wymienić się doświadczeniami ;)

poniedziałek, 12 marca 2012

Kobieta w czerni




Skusiłam się na ten film tylko dlatego, że mój chłopak gdzieś przypadkiem widział trailer i uznał, że jest to genialny film, bez którego jego życie nie będzie miało sensu. A, że miał być to horror, których już tak dawno nie oglądałam, a przepadam, nie stawiałam większych oporów. Ot zobaczymy sobie Pottera i nieco przestraszymy. Jakież było moje zdziwienie...

„Kobieta w czerni” to dzieło autora Eden Lake i dopiero co weszło ono do naszych kin. Oczywiście główną atrakcją i wabikiem miał być tutaj nikt inny jak Daniel Radcliffe, aktor jednej roli. Plakat i jego klimat bezbłędnie zdradza, że jest to horror. Co do tytułu, rzeczywiście, jest bardzo chwytliwy i marketingowo bezbłędny, ale dla mnie, nie oddaje sedna filmu, bo jest trochę za oczywisty i w sumie pasuje do całości, ale, przynajmniej mnie, nie powala.

Historia dzieje się w Anglii, parę dekad temu. Młody notariusz zostawia synka pod opieką niani, by wyruszyć do miasta, gdzie uporządkować ma sprawy związane z opuszczonym domem na Węgorzowych Moczarach. Okazuje się, że nie jest on tam mile widzianym gościem, z powodu pewnej legendy, która krąży wśród mieszkańców. Główny bohater postanawia zmierzyć się z ową klątwą, przez którą w opuszczonym domu dzieją się dziwne rzeczy, a w samej wiosce, na skutek różnych okoliczności, umierają dzieci. Chce on przezwyciężyć moc tej legendy, przez co w niebezpieczeństwie znajdzie się nawet jego syn, który ma przyjechać mu z wizytą. To czy mu się uda, pozostawiam w tajemnicy.

Materiał na horror jest naprawdę dobry. Klimat jest, stara wioska, gdzie zabobony odgrywają dużą rolę, piękny i wyjątkowo straszny dom. Prawie jak „ Jeźdźcu bez Głowy”. Więc co poszło nie tak? Już na samym początku irytujące jest to, że do końca nie wiadomo o co chodzi, jedzie gdzieś, to jego ostatnia szansa, ale w sumie po co? Historia ciągnie się niemiłosiernie, zero wartkiej akcji, ma się wrażenie, że każda kolejna sytuacja jest wymuszona. Co tu dużo mówić, jest po prostu nudno, nie wspominając już o jakimś strachu czy napięciu. Jest mrocznie, ale co z tego, skoro tło jest bardziej tematyczne niż bohaterzy i akcja. Teraz o Radcliffie. Szczerze, zawsze byłam obojętna co do jego gry, ale w tej produkcji miał ciągle zdziwioną minkę i zero innych reakcji na jego twarzy. Przecież w horrorze mamy utożsamiać się z bohaterem! A on w tym przypadku jest ewidentnie bez większych emocji. Tytułowa kobieta w czerni, to żadna przerażająca postać, gdyż nie widzimy jej dokładnie ani razu, więc co tu oceniać? Sam wątek z nią i jej zmarłym synem nie jest zły i na jego bazie można było by zrobić coś dobrego, ale nie, lepiej zrobić statyczny horror. Chcę jeszcze wspomnieć o zakończeniu, nie wyjaśnia do końca czemu dzieje się tak jak się dzieje. Taki zabieg stosuje się często, gdy chce się wyprodukować w późniejszym czasie kolejne części, a to już mnie rzeczywiście przeraża.

Film polecam jedynie oddanym fanom Daniela Radcliffa i horrorów, jedynie człowiekowi o takim połączeniu na coś przyda się ta projekcja. Niestety istnieje też ryzyko, że po obejrzeniu w obu kwestiach poglądy ulegną diametralnej zmianie. A ludziom, którzy zastanawiają się czy zapłacić pieniądze i iść na to do kina, jako na horror, którzy przerazi, zdecydowanie odradzam. Jest wiele lepszych pozycji i niech nie zwiedzie was znane nazwisko w roli głównego bohatera.

Moja ocena: 5/10

plakat: filmweb.pl

wtorek, 6 marca 2012

To nie jest kraj dla starych ludzi


  Po długiej przerwie, ponownie zasiadam w fotelu, by podzielić się opinią na temat ostatnio obejrzanego filmu. A jest co opisywać, bo film „To nie jest kraj dla starych ludzi” to produkcja oscarowa i dość specyficzna w swoim rodzaju. Od razu zaznaczę, że do braci Cohen jestem sceptycznie nastawiona, ich filmy wydają mi się szare i nieco dłużące się. Fakt, zawsze chcą ukazać coś więcej niż tylko bohaterów, dać jakieś przesłanie i metafizyczną cząstkę, jednakże nie przemawia do mnie w pełni ich twórczość. Dlatego też, myślę, że gdyby nie był to mroczny thriller, film oceniłabym znaczniej niżej.

O samym filmie można powiedzieć sporo. Po pierwsze – zdobył aż cztery statuetki na Oscarach w 2008 roku, w tym za film i zdecydowanie zasłużoną rolę drugoplanową. Po drugie jest kolejnym filmem drogi, co według mnie symbolizuje pewną ucieczkę, bądź też drogę do nikąd. Sam tytuł trudno z czymkolwiek identyfikować, najlepiej oddaje go chyba mina i zawiedziona postawa miejscowego, starszego policjanta.
Myśliwy wraz ze swoją żoną wiodą trochę koczownicze, lecz spokojne życie gdzieś na odludziu w Meksyku, aż do chwili gdy główny bohater znajduje miejsce, gdzie doszło do okrutnej strzelaniny między handlarzami narkotyków. Zabiera z miejsca mordu walizkę pełną pieniędzy,a aby zatrzymać ją przy sobie rusza w podróż, wysyłając żonę do matki. Zdecydowanie nie zdaje sobie sprawy kto go ściga. Jest to psychopata, seryjny morderca, który nie cofnie się przed niczym.

 Stylizacja filmu to wysuszone łąki, koszule w kratę i kowbojski strój. Od razu wiadomo, że będzie tutaj chodziło o jakieś brudne interesy i pościg kanciatym samochodem. Klimat naprawdę współgra z fabułą. Aż czuje się te promienie słoneczne i pot. Historia wbrew pozorom jest naprawdę prosta, człowiek nie myśli o konsekwencjach, uważa się za niepokonanego i brnie jak ślepy do przodu myląc odwagę z głupotą. W wielu momentach i ja, dałam się nabrać, że Ed Tom jest niezniszczalny. Bo co jak co, a nie można w tym miejscu zapomnieć o wyjątkowo udanych scenach strzałów z broni. Mówię tutaj przede wszystkim o psie, ale i panu wysiadającym z auta, by pomóc człowiekowi. Prawda jest taka, że rola psychopaty całkowicie przyćmiła głównego bohatera. Perfekcyjny w swoim opanowaniu, mimice, sposobie mówienia. Zdecydowanie zasłużony Oscar. Żona zaś jak to żona, spełniała w filmie rolę niewinnej owieczki, skrzywdzonej, ale wiernej. Co tu dużo mówić, skończyła jak wszyscy w filmie. Zakończenie, a raczej moment przełomowy, zdarzył się ot tak, bez wielkiego napięcia i szumu, co wywołało u mnie dość mocne zawiedzenie. Właśnie o tego film z brutalnego pościgu zmienił się w melancholijny obraz typowy dla Cohenów. Domyślam, się że autor chciał powiedzieć coś w stylu – świat schodzi na psy. Prawda i sprawiedliwość to ważne wartości tylko teoretycznie, a rzeczywistość jest jeszcze brutalniejsza niż sam Anton, morderca, ponieważ liczy się w niej tylko pieniądz dla którego, jak widać, jesteśmy w stanie zrobić naprawdę, doszczętnie wszystko.

Mimo zabijania, pieniędzy i ucieczki nie jest to film akcji, wszystko ma w nim swoje odpowiednie tempo. Ogląda się go z zapartym tchem, nie spodziewając się jaki będzie kolejny krok filmowych postaci. Surowość obrazu podkreśla tylko brutalność, więc zaliczam to na plus. Sumując wszystko co powiedziałam, mogę śmiało polecić wszystkim tę produkcję, gdyż jest doskonała aktorsko i reżysersko. Jedyne co do mnie nie przemawia to trochę za spokojny i obojętny koniec jak na film gdzie przelało się tyle krwi i tylu ludzi straciło życie. 
            Moja ocena: 8/10

            PS: Film jest emitowany w środę (7.03) o 20.00 na kanale TVN Siedem!
            plakat: filmweb.pl

            niedziela, 26 czerwca 2011

            Bobby


             

            Robert F. Kennedy, tytułowy Bobby, dnia 5 czerwca 1968 został postrzelony w Los Angeles tuż po wygraniu wyborów senatorskich w Kalifornii. Cały film przedstawia właśnie ten dzień, dzień nadziei, oczekiwania i niepokoju. Miejsce akcji jest tylko jedno, a jest nim hotel Ambassador, bohaterów zaś jest wielu, każdy przedstawia inny problem, nie tylko polityczny, ale i społeczny i psychologiczny.

            Projekt nie zdobył wielkiej popularności, a w Polsce nie trafił nawet do kin, na dvd pojawił się dopiero 3 lata po premierze w Stanach. To naprawdę zadziwiające zważywszy na to o czym opowiada i kto zgodził się w nim zagrać. Ja zobaczywszy pierwsze ujęcia z planu w roku 2006 bardzo chciałam owy film obejrzeć, gdyż lubię nie tylko śledzić nic niewnoszącą historię, ale i poznawać fakty i łączyć je już z tym znanymi. To co mnie również ujęło to, nie będę kłamać, klimat lat 70, kolorowe, szerokie sukienki i wysokie fryzury przewiązywane wstążką.

              W hotelu ma odbyć się ogłoszenie wyników wyborów, pojawi się sam Kennedy, więc jest to dzień szczególny dla tego miejsca. Jednak większość gości ma swoje problemy, często, ale nie zawsze, związane z obecną sytuacją polityczną kraju. Bobby promowany jest na przeciwnika walki w Wietnamie, kwestia ta jest poruszona w wątku panny młodej, która decyduje się na ślub, by ocalić narzeczonego przed śmiercią na froncie. Mimo iż kampania wyborcza trwa, młodzi ludzie używają życia w najlepsze, a Meksykanie poznają smak demokracji na własnej skórze. Ciekawym wątkiem jest dziennikarka z Czechosłowacji, która jest uosobieniem nadziei jej kraju na wolność dzięki Praskiej Wiośnie. Typowo życiowe tematy zawarte w filmie to poświecenie i oddanie dla jednej rzeczy, uniemożliwiające nam dalszą drogę zamykając furtki oraz znane powiedzenie, że pieniądze to nie wszystko i nie kupimy za nie własnej osobowości, a dowartościowywanie w ten sposób nie jest dobre.

             Film mimo iż w sposób interesujący, niebanalny, nie typowo biograficzny, przedstawia losy senatora wydawać się może zlepkiem ludzkich historii, co w pewnych momentach wywołuje efekt chaosu, w samym opisie projektu nie udało mi się zmieścić wszystkich osobowości i byłam zmuszona pominąć losy fryzjerki i jej męża czy gwiazdę estrady uzależnioną od alkoholu.  Wszystkie te zabiegi przeszkadzają skupić się na jednym, głównym aspekcie, gdyż reżyser chciał ukazał w sposób bardzo przekrojowy to co działo się wtedy w Ameryce, a nawet Europie. Z mojej perspektywy film ma pewne braki, przez co nie zdołał podbić serc szerszej publiczności, nie jest porywający, hasła w nim zawarte nie przeszywają człowieka wskroś, mimo, że do filmu wmontowano autentyczne nagrania z tego okresu z Bobbym i jego rodziną, co jest fantastycznym posunięciem, jak widać, nie wystarczyło. Muszę jeszcze wspomnieć o obsadzie tego filmu, gdyż plejada gwiazd jest imponująca. Emilio Estevez potrafił do swojej produkcji zebrać takich aktorów jak Anthony Hopkins, Sharon Stone, Demi Moore oraz tych z młodszego pokolenia jak Elijah Wood, Ashton Kutcher  i Lindsay Lohan. Musicie przyznać, że rzadko można spotkać tak wielkie znanych nazwisk w jednym filmie, który nawet dzięki temu nie był wielkim hitem, więc co poszło nie tak?

            Film polecam przede wszystkim ludziom ceniącym filmy biograficzne i oparte na faktach. W innym przypadku spokojnie możecie obejrzeć coś innego, co bardziej odpowiada waszym gustom i upodobaniom.  Nie znajdziecie tutaj nowych prawd życiowych, porywających dialogów  i tym podobnym, ale zapewnić mogę wiele gwiazd i poznanie skrawka historii USA.

            piątek, 3 czerwca 2011

            Źródło


            Film o niezwykle metaforycznym tytule „Źródło“ postanowiłam obejrzeć już bardzo dawno temu. Jeśli teraz mam być całkowicie szczera, nie jestem w stanie sobie przypomnieć dlaczego tak usilnie dążyłam do tej chwili. Tak czy inaczej, film znalazł się na pierwszym miejscu mojej listy i prędzej czy później musiał zostać obejrzany. Oczekiwałam czegoś głębszego, wyważonego i przede wszystkim logicznego, a dostałam mieszankę, która nawet nie była wybuchowa.

             Historia przedstawiona w filmie to opowieść o mężczyźnie, który z miłości do żony, stara się wynaleźć antidotum na raka, a w dalszej perspektywie na śmierć, która to według niego jest chorobą jak każda inna i można się z niej wyleczyć. To jednak nie jedyna płaszczyzna, w której film funkcjonuje, aktor wciela się również w postać konkwistadora z Hiszpanii oraz człowieka z przyszłości.

            Dla mnie projekt całkowicie nie zrozumiały, może to mój niski iloraz inteligencji, może inna przyczyna, ale przez pierwszą godzinę nie wiedziałam na czym zawiesić moje myśli, co chce przekazać mi autor. Domyślam się, w trakcie filmu, że bohater chcę zgłębić jakąś wiedzę, coś wynaleźć, co wykracza za realny świat i może być irracjonalne. Ale jak to wszystko połączyć z dwoma innymi historiami? Przyszłość może być perspektywą, próbą znalezienia sedna sprawy, ale ta Hiszpania, lasy, mnisi i poszukiwania? Nie na moją głowę. Miszmasz niewyobrażalny. Końcówka przypomina unaocznienie jakiejś teorii buddyjskiej, dotyczącej reikarnacji, w bardzo według mnie słabej, wizualnej jakości. Z opisu po seansie dowiedziałam się, że chodziło też o miłość. Dla mnie ten wątek był oddzielnym i nie zauważyłam w nim głębi. Cały film jest ponury, ciemny jak ukazana pracownia laboratoryjna czy wyżej wspominany las. Oglądanie jest nużące, a wszystko co widać na ekranie dekoncentruje, bo człowiek nie wie czy ma do czynienia z dramatem, a może sci-fi, co, musicie przyznać, utrudnia projekcję. Aktorzy nie były źli, choć muszę przyznać, że główny bohater, jako mężczyzna, w ogóle nie zapadł mi w pamięci. Jedynie klasę trzyma Rachel Weisz, której magnetyczne spojrzenie jest chyba najbardziej wyrazistym akcentem filmu.

             „Źródło“ pozostanie w mojej pamięci jako sygnał, że przekazanie ciekawej treści, nie zawsze musi być ciekawe dla jej odbiorców, że sztuką jest stworzyć coś logicznego i spójnego, a nie mieszać w nadziei, że widz domyśli się się połowy lub po prostu ją dopowie. Osobiście filmu nie polecam, nie dostrzegam jego głębi, nie widzę w nim buddyjskiego, harmonijnego spokoju ducha, który, myślę, że częściowo miał ukazać. Jedyne co warte uwagi to ukryte przesłania, których, niestety sama się domyśliłam i sama osądzam czy są prawdą, chodzi mi mianowicie o śnieg, jego biel i czystość oraz to, że jest symbolem przemijania.

            czwartek, 26 maja 2011

            Dystrykt 9



            „Dystrykt  9“ swego czasu był dość popularny w kręgach znawców sci-fi, jako, że ja do nich nie należę i jest to film całkowicie nie z mojej bajki, kojarzyłam go jedynie z plakatu, do czego mam skłonność. Traf chciał, że po zdanych, w końcu, maturach, znalazłam się u koleżanki, która zaproponowała seans z owym filmem. Tak oto znajduję się w tym miejscu, i opisuję projekt, po który raczej bym nie sięgnęła z własnej, nieprzymuszonej woli.
            Film jest kolejnym z serii tych, jak nasz ludzki gatunek obcuje z przybyszami z innej planety. Historia jest nadzwyczaj prosta: kosmitom psuje się statek, zmuszeni zostać na Ziemi, grasują po stolicy RPA. Rząd postanawia stworzyć dla nich specjalny, oddzielny, zagrodzony obszar, gdzie żyją w niedopuszczalnych warunkach. Po 20 latach władze miasta decydują się jednak na przenieść ich z dala od miasta, co wiąże się z eksmisją. Byłby tutaj szczęśliwy, dla ludzi oczywiście, koniec, jednak dzieje się coś tak nie spodziewanego, jak to, że dowodzący akcją przenoszenia obcych, powoli sam staje się jednym z nich, za sprawą specjalnej cieczy. To po, której stanął ostatecznie stronie zostawiam w tajemnicy.
                Zacznę od efektów specjalnych, w żadnym innym filmie autorzy nie mają takiego pola popisu. Tutaj wszystko co nie możliwe staje się realne, wręcz przyziemne. Kosmici traktowani jak niechciane intruzy, a przede wszystkim wielki, okrągły spodek kosmiczny nad wieżowcami i aglomeracją miejską. Sam wygląd krewetek nie powalił mnie na kolana, jedynie niezliczona ilość macek/nóżek/czułek, którymi wiecznie poruszały dodawały im realizmu. Po za tym mówiły, jak my, załatwiały potrzeby jak my, wychowywały dzieci jak my. Mocno naciągane, jak cały ten gatunek w sumie, ale mogli przecież do dopracować bym uwierzyła, że to się mogło zdarzyć. Jeśli chodzi o aktorstwo skupię się na głównym bohaterze, mianowicie Wikusie, aktor, który podjął się tej roli to świeżak na wielkim ekranie, dlatego zachwyciło mnie z jaką lekkością ukazał wszystkie emocję, towarzyszące jego przemianie.
                Do mnie najbardziej oczywiście trafia przekaz filmu, który w ogólnym rozliczeniu, ukazuje człowieka jako istotę bez skrupułów, która za dobra materialne, jest w stanie wyrzec się praw człowieka, o innych istotach nie wspominając. Ludzie są głównie nastawieni na zysk i gdy w grę wchodzi pieniądz żadne wartości się nie liczą. To bardzo pesymistyczna wizja naszego społeczeństwa, obawiam się jednak, że jest w tym ziarnko prawdy, że wielkie koncerny, już dawno zapomniały o idei, skupiając się profitach. W tym przypadku świetnie sprawdza się powiedzenie „conversation, not conforntation.“, które kolejny raz nie jest przestrzegane, gdyby tylko ludzie potraktowali kosmitów jako równych partnerów, nikt by nie stracił, to właśnie chcą przekazać twórcy.
             Ja osobiście, bardzo polubiłam krewetkowe istotki i zdecydowanie byłam po ich stronie w tej wojnie, jednakże oto chyba chodziło twórcom filmu. Dla mnie jako laika filmów tego pokroju uważam to za udaną produkcję, o ciekawej tematyce, może nie zbyt szczegółowo dopracowaną wizualną stroną, ale wartą obejrzenia nie tylko dla miłośników filmów o przyszłości,czy tych niemożliwych i nierealnych. Co najważniejsze nie nudziłam się na scenach, bijatyk, przepychanek, gonitw i strzelanin, co mi się często zdarza na filmach tego typu.
            Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
            Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...